Czego należy oczekiwać od terapii?

Polecam lekturę tekstu Alice Miller, szwajcarskiej psycholożki, wybitnej autorki prac dotyczących psychologii dziecięcej oraz wpływu przemocy i emocjonalnych nadużyć dziecka na dorosłe życie człowieka. Bardzo osobista wypowiedź „Najdłuższa droga w moim życiu, czyli czego należy oczekiwać od terapii?” ukazała się w polskim tłumaczeniu w miesięczniku „Charaktery” w 2005 roku.

Najdłuższa droga w moim życiu, czyli czego należy oczekiwać od terapii?

Żadna droga w moim życiu nie była tak długa jak ta, która miała mnie zaprowadzić do mnie samej. Nie wiem, czy jestem tu jakimś wyjątkiem, czy inni postrzegają to podobnie. Z pewnością są ludzie, którzy nie podlegają tej regule; mieli to szczęście i byli w pełni przez swoich rodziców akceptowani, wraz ze swoimi uczuciami i potrzebami. I mogli mieć dostęp do swoich uczuć i potrzeb od pierwszych dni swego życia, nie musieli ich tłumić, nie musieli też potem szukać dróg prowadzących do tego, czego nie dostali w odpowiednim momencie – dróg do samych siebie. Ja potrzebowałam całego swojego życia, by w końcu ośmielić się być taką, jaka jestem; słyszeć to, co moja wewnętrzna prawda mi mówi, w sposób coraz bardziej jasny i nie zakodowany, nie czekając na pozwolenie z zewnątrz, ze strony osób, które w jakiś sposób symbolizowały moich rodziców.

Jestem dość regularnie pytana o to, czym jest dla mnie udana terapia, pomimo iż sporo o tym napisałam w swoich książkach. Teraz jestem chyba w stanie sformułować to w sposób jaśniejszy: terapia jest udana w takim stopniu, w jakim pozwala skrócić długą drogę wiodącą ku wyzwoleniu się ze starych mechanizmów obronnych i nabraniu zaufania do swoich własnych odczuć, co nasi rodzice utrudniali lub wręcz uniemożliwiali nam we wczesnych fazach naszego rozwoju.

Liczni są ci, dla których droga ta pozostaje nieosiągalna, gdyż wstępu na nią zabroniono im od początku życia i nawet sama myśl o jej obraniu budzi w nich nieopisany lęk. W późniejszym czasie rolę rodziców przejmują nauczyciele, księża, społeczeństwo, moralność; obawa w dziecku zostaje utwardzona, jak cement, a każdy wie, że raczej trudno jest przejść ze stanu stałego cementu, do stanu płynnego.

Zarówno liczne metody nauczania komunikacji bez przemocy, jak i cenne rady Thomasa Gordona i Marshalla Rosenberga są bardzo skuteczne, jeśli osoby, które robią z nich użytek, miały w dzieciństwie możliwość okazywania swoich uczuć i emocji, bez narażania się na niebezpieczeństwo, żyjąc wśród osób dorosłych, posiadających umiejętność bycia w kontakcie ze sobą i mogących być wzorem do naśladowania. Lecz dzieci z głęboko poranioną tożsamością nie będą potrafiły w późniejszym okresie życia identyfikować swoich prawdziwych uczuć i potrzeb. Najpierw muszą się tego nauczyć w terapii, następnie weryfikować te nowe umiejętności, aż do momentu, gdy nabiorą pewności, że się nie mylą.

Dziecko niedojrzałych lub zaburzonych rodziców musiało cały czas wierzyć, że jego uczucia i potrzeby były fałszywe. Tłumaczyło sobie, że gdyby były one prawdziwe, jego rodzice nie odmawialiby kontaktowania się z nim.

Myślę, że żadna terapia nie jest w stanie zaspokoić potrzeby, jaką bez wątpienia odczuwa wiele osób – potrzeby, by w końcu wszystkie problemy, jakim musiały one dotąd stawiać czoła, zostały rozwiązane. Nie wydaje się to możliwe, gdyż życie nas stawia i będzie stawiało przed coraz to nowymi problemami, mogącymi reaktywować stare wspomnienia, których fragmenty nasze ciało przechowało w sobie.

Terapia powinna otwierać drogę wiodącą do naszych własnych uczuć, i niegdyś zranione nasze dziecko wewnętrzne powinno móc mówić, a dorosły w nas powinien być świadomy jego obecności i nauczyć się jego języka. Jeśli terapeuta jest rzeczywistym, przezroczystym świadkiem a nie wychowawcą, jego pacjent nauczy się dopuszczać do siebie uczucia i emocje, rozumieć ich intensywność i uświadamiać je sobie, co sprawia, że w miejsce starego koduje się nowy zapis. Oczywiście, ex-pacjent, jak każdy inny człowiek, będzie potrzebował przyjaciół, z którymi, w sposób bardziej dojrzały, będzie mógł dzielić się swymi kłopotami, problemami czy wątpliwościami. Relacje oparte na wykorzystywaniu nie będą już wchodziły w grę, jeśli obie strony będą już świadome nadużyć doznanych w dzieciństwie.

Emocjonalne zrozumienie dziecka, jakim byłam i tym samym jego historii, zmienia mój sposób podchodzenia do siebie samej i daje mi coraz więcej siły by inaczej, bardziej racjonalnie i skutecznie, traktować problemy, które się dziś pojawiają. Nie jest możliwa ucieczka przed cierpieniem i bolesnymi doświadczeniami, to zdarza się tylko w bajkach. Lecz jeśli przestaję być dla siebie zagadką, mogę pozwolić sobie na refleksję i świadome działanie, mogę zrobić miejsce napływającym uczuciom, gdyż je rozumiem i nie przerażają mnie one w takim stopniu jak niegdyś. To właśnie w ten sposób można zmieniać siebie, mając w rękach narzędzia pozwalające poradzić sobie w sytuacjach, gdy pojawia się depresja lub wracają symptomy cielesne. Wtedy wiem, że one coś oznaczają, że coś chce się przebić na powierzchnię i mogę jedynie pozwolić, by to wypłynęło.

Poszukiwanie drogi powrotu do siebie to proces trwający całe życie, więc koniec terapii nie oznacza końca tej wędrówki. Tyle, że podczas terapii możemy nauczyć się odkrywania i identyfikowania swoich prawdziwych potrzeb, brania ich pod uwagę w życiu i zaspokajania ich. To jest właśnie to, czego zranione dzieci nie mogły rozwinąć we wczesnym okresie życia. Praca z terapeutą może nas nauczyć zaspokajania potrzeb, które dzięki niej pojawią się dużo wyraziściej i z większą siłą, w sposób indywidualny dla każdego z nas i bez szkodzenia innym. Pozostałości wcześnie wpojonej edukacji nie zawsze dają się wyeliminować całkowicie, lecz można je wykorzystać konstruktywnie, aktywnie i twórczo, jeśli będziemy je sobie uświadamiać, zamiast je znosić w sposób pasywny i autodestrukcyjny, jak niegdyś.

W ten sposób, stawszy się osobą dorosłą i świadomą, jednostka, której przeżycie zależało od tego czy spełni potrzeby rodziców i będzie taka jak pragną, staje się zdolna zaprzestać rezygnowania ze swoich potrzeb i nie musi służyć innym, tak jak musiała to robić będąc dzieckiem.

Może teraz rozwinąć i wykorzystać swoje przedwcześnie nabyte umiejętności troszczenia się o innych, by ich rozumieć i pomagać im bez zaniedbywania siebie i własnych potrzeb. Możliwe, że zostanie terapeutą i w ten sposób zaspokoi swoją chęć pomagania, lecz nie będzie wykonywać tego zawodu po to, by udowodnić sobie swoją siłę. Nie musi już tego robić, bo przeżyła ponownie swoją dziecięcą niemoc.

Może stać się przezroczystym świadkiem, który proponuje swojemu klientowi towarzyszenie w trudnej drodze. To musi się odbywać w środowisku, gdzie nie istnieje żadna presja moralna, gdzie pacjent doświadcza [często po raz pierwszy w życiu] co znaczy poczuć siebie prawdziwego. Terapeuta może mu to zapewnić, pod warunkiem, że sam już wie, co to znaczy, bo sam to przeżył. Wtedy jest gotów porzucić stare „podpórki” – zarówno normy moralne, jak i wpojone zasady [wybaczanie, „pozytywne myślenie”, etc.]. Już ich nie potrzebuje, bo widzi, że ma całkiem sprawne nogi i jego pacjent również. Przestaje to być konieczne, gdy tylko pozwolą opaść złudzeniom zakrywającym prawdę o ich dzieciństwie.

„Le chemin le plus long ou: que faut-il attendre d’une psychothérapie?”. Tłumaczenie [za zgodą autorki]: Maria M. Zamłyńska.

Charaktery, październik 2005

Alice Miller | [1923-2010] urodziła się w Polsce, mieszkała w Szwajcarii. Studiowała filozofię, socjologię i psychologię. Doktoryzowała się w 1953 roku. W 1988 roku, po wielu latach prowadzenia terapii psychoanalitycznej, porzuciła psychoanalizę. Powodem tej zmiany stało się przede wszystkim dostrzeżenie przez nią pedagogicznej natury psychoanalizy, która wpisuje się w wypełnianie przykazań „czarnej” pedagogiki. Alice Miller zwracała uwagę na świadome i nieświadome unikanie przez ludzi pytania, jak rodzice obchodzą się ze swoimi dziećmi. W swych książkach obnażała bolesną prawdę na temat panujących metod wychowawczych, polegających na przemocy i nadużywaniu emocjonalnym dzieci, przedstawiała swe odkrycia dotyczące badań nad wpływem tych nadużyć na życie dotkniętych nimi ludzi.

Co to znaczy pić szkodliwie i ryzykownie?

Picie ryzykowne to picie nadmiernych ilości alkoholu – nie powoduje jeszcze poważnych szkód zdrowotnych lub psychicznych, lecz znacznie zwiększa ryzyko ich powstania. Oznacza też picie w niewłaściwych okolicznościach [np. w trakcie ciąży, w trakcie zażywania leków wchodzących w interakcje z alkoholem, podczas nauki, przed prowadzeniem pojazdu itp.].

Picie szkodliwe to model picia powodujący szkody zdrowotne [np. choroby układu pokarmowego], psychiczne [np. stany depresyjne, lękowe, drażliwość, nadpobudliwość] i społeczne [coraz poważniejsze konflikty w relacjach, pierwsze kłopoty na uczelni, w pracy, itd.].

Poniższa lista sygnałów ostrzegawczych umożliwi ci wstępną autodiagnozę picia ryzykownego czy szkodliwego. Jeżeli jakieś dostrzegasz, to prawdopodobnie pijesz w taki właśnie sposób lub wchodzisz w etap uzależnienia.

Sygnały ostrzegawcze

  • Pijesz coraz częściej i coraz więcej [okazje zaczynają się mnożyć].
  • Zmienia się funkcja i rola alkoholu [zaczynasz traktować go jako lekarstwo na stres, smutek, samotność].
  • Picie angażuje coraz więcej twojej uwagi, [czekasz na picie, celebrujesz je, niepokoisz się, gdy plany picia biorą w łeb].
  • Zaczynasz dzień od wypicia napoju alkoholowego.
  • Spożywasz alkohol w nieodpowiednich sytuacjach: podczas zażywania leków, przed prowadzeniem pojazdów, w czasie choroby wykluczającej spożywanie alkoholu.
  • Łagodzisz objawy tzw. kaca [zespołu odstawienia] za pomocą alkoholu.
  • Doświadczasz „zerwanego filmu” – masz kłopot z przypomnieniem sobie, co się działo poprzedniego dnia w sytuacjach związanych z piciem alkoholu.
  • Negatywne konsekwencje picia [np. schorzenia związane z używaniem alkoholu, pogorszenie relacji z bliskimi, zaniedbywanie obowiązków, agresja pod wpływem alkoholu, obniżony nastrój, kłopoty z koncentracją lub kontrolowaniem emocji] nie sprawiają, że zmieniasz model używania alkoholu.
  • Otoczenie [twoi bliscy, współpracownicy] daje ci do zrozumienia, że jest zaniepokojone twoim piciem.
  • Siadasz pod wpływem alkoholu za kierownicą.
  • Reagujesz napięciem lub rozdrażnieniem w sytuacjach, gdy brakuje alkoholu lub wobec propozycji ograniczenia picia.

Obsesja, tęsknota, żądza…

Uzależnienie to zaburzenie, które powoduje, że dotknięta nim osoba obsesyjnie czegoś pragnie i nie potrafi tych pragnień kontrolować. Kiedy kompulsywnie zaspokoi swoje pożądanie substancji czy zachowania, w jej mózgu uaktywniają się związki chemiczne [m.in. endorfiny] dające poczucie ulgi, szczęścia i dobrostanu. Dlatego będzie dążyć do powtórzenia tego stanu, niezależnie od negatywnych konsekwencji, jakie się z tym wiążą.

Uzależnienie można opisać, używając następujących określeń: pragnienie, zależność, fobia, fiksacja, obsesja, kompulsja, ból, pożądanie, wymaganie, tęsknota, żądza.

Uzależnienie od substancji i zachowań toksycznych

Kiedy jakaś substancja lub zachowanie ma negatywny wpływ na nasze ciało czy umysł, używamy określenia „uzależnienie”. Ma ono oznaczać, że to, czego pragniemy, ma dla naszego zdrowia szkodliwe skutki, a brak tej substancji [zachowania], choć powoduje ogromny fizyczny i psychiczny stres – jest dla nas korzystny. To standardowa lista uzależnień: alkohol, nikotyna, inne narkotyki, hazard.

Gdyby wszystkie te rzeczy zniknęły z powierzchni ziemi, nasze ciała i umysły mogłyby nadal świetnie funkcjonować. Dla naszej naturalnej, zdrowej egzystencji są to pragnienia „zbędne”. Cóż jednak, kiedy uzależnimy się od czegoś, co obiektywnie jest dobre?

Uzależnienie od naturalnych potrzeb

Ludzie uzależniają się także od: jedzenia, snu, ćwiczeń, seksu. Takie uzależnienia są o wiele bardziej skomplikowane, ponieważ każdy człowiek musi te potrzeby stale zaspokajać. Alkoholik może zrezygnować z alkoholu, nie można jednak przestać jeść! W pewien sposób uzależnienia te są trudniejsze do opanowania i wymagają rozwiązań wykraczających poza samo uzależnienie.

  • Jedzenie | Kiedy mówimy, że ktoś jest „uzależniony od jedzenia”, znaczy to, że jest on uzależniony od używania jedzenia do odsuwania negatywnych emocji. Jeżeli sięgasz po czekoladę, kiedy tylko myślisz o ukochanej, która odeszła, mogłeś skojarzyć, że jedzenie jest doskonałym lekiem na depresję czy lęk. Jesteś uzależniony? Poziom stresu czy lęku w trudnej emocjonalnie sytuacji, bez „zajadania” uczuć, daje odpowiedź na to pytanie.
  • Sen | Spać musimy wszyscy. Uzależniony będzie jednak wykorzystywał sen jako sposób ucieczki. Jeśli pojawi się stres, on utnie sobie drzemkę. Gdy nie możesz położyć się o zwykłej porze i jesteś tym zaburzony – to ostrzeżenie. Jeśli nikt ci nie przeszkadza i możesz spać do popołudnia, to też znak ostrzegawczy, że używasz snu, by uniknąć przygnębienia czy innych problemów.
  • Ćwiczenia | Możesz powiedzieć: „Kogo obchodzi, że jestem uzależniony od treningu? Jest tyle gorszych rzeczy!”. Na pewno. Lecz ludzie uzależnieni od ćwiczeń, używający ich, by czuć się lepiej, mają te same psychiczne i emocjonalne problemy, co uzależnieni od snu czy jedzenia. Trening staje się sposobem ucieczki od nienawiści do siebie, wstydu, fizycznej niedoskonałości, jest więc rodzajem uzależnienia wymagającym korekcji.
  • Seks | To uzależnienie jest inne niż trzy powyższe. Seks nie jest niezbędny do jednostkowego przetrwania. Jest jednak zdrową i naturalną aktywnością człowieka, a uzależnienie od seksu wymaga poważnego podejścia – może być bardzo niszczące emocjonalnie i zagrażać naszym związkom, powodować cierpienie i ryzyko dla zdrowia uzależnionego oraz osób z nim związanych. Jak inne uzależnienia, seks jest używany do zagłuszenia uczucia nudy, nienawiści do siebie, depresji czy lęku.

Wyrafinowane zachcianki?

Istnieje wiele innych uzależnień. Są bardziej akceptowane przez otoczenie, więc łatwo je minimalizujemy i uznajemy za mało szkodliwe. Są jednak rzeczywistymi uzależnieniami:

  • praca | pozwala odsunąć inne problemy, np. złe relacje z partnerem czy niską samoocenę,
  • książki | np. romanse, dzięki którym możemy nie myśleć o problemach naszego małżeństwa,
  • telewizja | np. reality tv – możemy żyć życiem innych, zamiast własnym życiem,
  • internet | może chronić nas przed bliskim kontaktem z innymi,
  • gry wideo | sztuczny sposób na przeżycie emocji i przygody,
  • pieniądze | próba uzyskania poczucia siły i bezpieczeństwa,
  • wystąpienia publiczne | narcyzm, potrzeba mocy, strach przed samotnością,
  • religijność | uzależnienie od praktyk i reguł, dających poczucie przynależności i czynienia dobra,
  • wygląd | poprawiające niską samoocenę zabiegi kosmetyczne, stroje,
  • zakupy | pozwalają poczuć ekscytację, podniecenie – zastrzyk adrenaliny,
  • sporty ekstremalne | zastrzyk adrenaliny,
  • zakochiwanie się | angażowanie się w nowe związki, by poczuć ekscytację zakochania.

Uzależnienie — środek zastępczy

Niska samoocena, depresja, lęk, biochemiczna nierównowaga, trauma dzieciństwa, wykorzystanie, niszczące związki, urazy, niespełnione marzenia, smutek – zmuszają nas do szukania środków pomagających ukryć ból. W pewnym sensie jest to reakcja naturalna.

Za uzależnieniem kryje się jednak zawsze jakaś ucieczka, wyparcie czy zaprzeczenie; jest ono środkiem zastępczym dla autentycznego wewnętrznego rozwoju i rzeczywistej zmiany.